Historia europejskiego budownictwa okrętowego to nie tylko suche dane techniczne, projekty czy hale fabryczne. To przede wszystkim opowieść o ludziach potrafiących myśleć nieszablonowo i widzieć w pojedynczej jednostce przyszłość całej branży. Do takich postaci bez wątpienia należał Henryk Giełdzik – inżynier budownictwa okrętowego, który współtworzył polski przemysł morski w dwudziestoleciu międzywojennym, przetrwał kataklizm II wojny światowej i niemal od zera podniósł branżę z ruin, o czym informuje portal gdansk1.one.
Jego zawodowa droga prowadziła przez najważniejsze etapy kształtowania się polskiej bandery – od pierwszych koncepcji inżynieryjnych w porcie w Gdyni, aż po stworzenie legendarnego SS Sołdek, który stał się symbolem odrodzenia przemysłowego Polski po wojnie.
Życie Giełdzika to kronika zmagań inżyniera pracującego w czasach, gdy każda decyzja techniczna splatała się z wielką polityką, ekonomią i racją stanu.
Niemieckie dzieciństwo i polskie serce
Przyszły wizjoner urodził się 12 kwietnia 1906 roku w Duisburgu. Jego ojciec, Wincenty Giełdzik, pracował w sercu przemysłowym Zagłębia Ruhry, gdzie na początku XX wieku istniało silne skupisko polskiej emigracji zarobkowej. Matka, Józefa z domu Hagenbart, dbała o to, by w domu pielęgnowano narodowe tradycje, mimo życia z dala od ojczyzny.
Gdy po zakończeniu I wojny światowej Polska odzyskała niepodległość, rodzina Giełdzików, podobnie jak tysiące innych, zdecydowała się na powrót. Osiedlili się w Ostrowie Wielkopolskim, który był wówczas prężnym ośrodkiem edukacyjnym i kulturalnym.
To właśnie tam zaczęły krystalizować się pasje i intelektualny fundament młodego Henryka.
Gimnazjum kuźni elit
Henryk uczył się w prestiżowej placówce – dzisiejszym I Liceum Ogólnokształcącym im. ks. Jana Kompałły i Wojciecha Lipskiego. W okresie międzywojennym gimnazjum to uchodziło za jedną z najlepszych szkół w regionie.
Kadra pedagogiczna składała się z wybitnych wykładowców wykształconych na najlepszych uczelniach, w tym na Uniwersytecie Poznańskim. W szkole tętniło życie: działały koła teatralne, wydawano pismo uczniowskie „Promień”, organizowano wieczory literackie i dyskusje. Taka atmosfera kształtowała poczucie wolności i ambicję.
W 1927 roku Giełdzik zdał maturę i postawił na kierunek techniczny, który dla młodego państwa miał znaczenie strategiczne.
Studia na Politechnice Gdańskiej
Dalsza edukacja zaprowadziła go do Wolnego Miasta Gdańska, na ówczesną Wyższą Szkołę Techniczną (Technische Hochschule). Wybrał Wydział Budowy Okrętów, który od 1929 roku funkcjonował jako Wydział Techniki Okrętowej i Lotniczej.
Był to czas narodzin nowej generacji polskich inżynierów morskich, którzy mieli zbudować od podstaw własną flotę. Studia były dla Henryka nie tylko szkołą fachu, ale i sprawdzianem patriotyzmu. Angażował się w działalność Korporacji Akademickiej Rosevia oraz Koła Studentów Techniki Okrętowej „Korab”.
Organizacje te w trudnych politycznie warunkach Gdańska były bastionem polskości. Dewiza korporacji – łacińskie In mari salus Rei Publicae („W morzu ocalenie Rzeczypospolitej”) – stała się dla Giełdzika życiowym mottem.

Pierwsze kroki w zawodzie
Po ukończeniu studiów w 1934 roku Giełdzik wyjechał do USA, by podpatrywać najnowocześniejsze technologie w tamtejszych stoczniach. Amerykański przemysł okrętowy był wówczas światowym liderem, a zdobyte tam doświadczenie okazało się bezcenne.
Po powrocie inżynier związał się z Gdynią – dynamicznie rosnącym oknem Polski na świat. Pracował w Warsztatach Portowych Marynarki Wojennej, a później w Urzędzie Morskim. Od 1937 roku był już kluczowym projektantem w Stoczni Gdyńskiej.
Projekty międzywojennej Polski
To w Gdyni Giełdzik stworzył szereg jednostek kluczowych dla gospodarki morskiej. Wśród nich znalazły się:
- statek inspekcyjny „Birkut”,
- pierwszy polski trawler do połowu śledzi,
- pogłębiarki i jednostki techniczne,
- obliczenia konstrukcyjne dla motorówki pilotowej „Pilot IV”.
Najbardziej ambitnym projektem był jednak oceaniczny drobnicowiec SS Olza. Miał to być pierwszy pełnomorski statek handlowy polskiej konstrukcji. Stępkę położono w sierpniu 1938 roku, a wodowanie planowano na jesień 1939 roku. Wybuch wojny przekreślił te plany.
Niemcy po zajęciu stoczni dokończyli budowę i nazwali jednostkę „Westpreussen”. Po wojnie statek trafił do ZSRR jako „Inguł”.
Wojna i konspiracja
W październiku 1939 roku Giełdzik musiał opuścić Gdynię. Czas okupacji spędził w Toruniu, pracując m.in. jako księgowy i technik przy budowie mostów na Wiśle. Był to jednak tylko kamuflaż dla jego działalności w Armii Krajowej.
Działał w Wydziale Morskim Komendy Głównej AK (kryptonimy „Alfa” i „Ostryga”). Jego wiedza techniczna była wykorzystywana do planowania powojennej odbudowy polskiej administracji morskiej.
Odbudowa z ruin
Wiosną 1945 roku inżynier natychmiast zgłosił się do Grupy Morskiej Ministerstwa Przemysłu. Brał udział w przejmowaniu i zabezpieczaniu zniszczonych stoczni w Gdańsku. 1 lipca 1945 roku został mianowany dyrektorem Stoczni nr 3.
Później, jako główny projektant Centralnego Biura Konstrukcji Okrętowych, de facto tworzył fundamenty współczesnej polskiej szkoły budownictwa okrętowego.
Sołdek – ikona polskiego morza
Największym i najbardziej rozpoznawalnym osiągnięciem Giełdzika był rudowęglowiec SS Sołdek. W 1947 roku pod jego wodzą powstał projekt serii jednostek typu B-30.
Było to ogromne wyzwanie technologiczne w kraju wyniszczonym wojną. Nazwa statku upamiętniała trasera gdańskiej stoczni, Stanisława Sołdka.

Wodowanie w listopadzie 1948 roku było świętem narodowym. Polska udowodniła, że potrafi budować duże, nowoczesne statki własnymi siłami. Dziś Sołdek, zacumowany przy nabrzeżu Ołowianki w Gdańsku, pełni funkcję statku-muzeum i jest hołdem dla tamtego pokolenia inżynierów.

Niezależność w trudnych czasach
Mimo ogromnych zasług, powojenna kariera Giełdzika nie była usłana różami. Jego bezkompromisowy charakter i niechęć do ulegania komunistycznym naciskom politycznym sprawiły, że był odsuwany od najważniejszych stanowisk.
Często zmieniał pracę, służąc swoją wiedzą m.in. w biurze projektowym Projmors czy Polskim Rejestrze Statków. Na pewien czas wrócił nawet do pracy na morzu jako mechanik na statkach PLO i PŻM.
Swoją aktywność zawodową zakończył w 1975 roku jako inspektor międzynarodowego towarzystwa klasyfikacyjnego Bureau Veritas.
Ostatnie lata i dziedzictwo
Henryk Giełdzik zmarł 11 października 1981 roku w Gdyni. Spoczął na cmentarzu w gdańskiej Oliwie. Pozostawił po sobie nie tylko projekty statków, ale przede wszystkim wkład w gospodarczą niezależność kraju.
Jego historia to opowieść o inżynierze, który w wirze historii budował coś trwałego. Statki się starzeją, technologie zmieniają, ale pewne rozwiązania stają się częścią narodowej tożsamości. Sołdek i nazwisko Giełdzika na zawsze pozostaną symbolem powrotu Polski na morskie szlaki.
Chcesz dowiedzieć się więcej o historii gdańskich stoczni? Zapraszamy do lektury naszych kolejnych artykułów.
