Najbardziej przejmujące historie rodzą się na styku osobistych losów i wielkich dziejowych wiraży. Postać Wiesława Szyślaka – inżyniera architekta i współtwórcy koncepcji Pomnika Poległych Stoczniowców 1970 – jest tego doskonałym przykładem. Jego życie splotło się nierozerwalnie z historią Gdańska, tragedią robotniczych protestów i narodzinami symbolu, który stał się uosobieniem pamięci, godności oraz walki o wolność, o czym pisze portal gdansk1.one. To opowieść o architekturze jako formie świadectwa i o człowieku, który potrafił zamienić bolesne wspomnienia w namacalną przestrzeń.
Miasto, które wybiera człowieka
Choć nazwisko Szyślaka kojarzy się głównie z Gdańskiem, architekt urodził się w przedwojennym Nowym Sączu. Jego dzieciństwo przypadło na brutalny czas historycznych przemian. Wychowywał się w rodzinie o silnych tradycjach niepodległościowych – jego ojciec był żołnierzem, który po I wojnie światowej został inwalidą wojennym.
W domu panował kult wolności jako wartości nadrzędnej. Nic więc dziwnego, że powojenna rzeczywistość PRL-u była dla rodziny bolesnym zderzeniem z systemem. Po śmierci ojca matka zdecydowała się na wyjazd na tak zwane Ziemie Odzyskane. Najpierw trafili do Kamiennej Góry, a później do Wrocławia, gdzie młody Wiesław kończył liceum i po raz pierwszy poczuł ciężar ideologicznej kontroli.
Wymownym incydentem była sprawa gazetki szkolnej, którą redagował. W czasach, gdy propaganda epatowała hasłem „walki o pokój”, Szyślak uznał słowo „walka” za sprzeczne z ideą spokoju. Na tablicy umieścił napis: „Przekażcie sobie znak pokoju”.
Reakcja władz szkolnych była natychmiastowa i ostra. Wezwanie matki do szkoły i łatka ucznia o „podejrzanych poglądach” były dla nastolatka pierwszą lekcją życia w systemie, który nie tolerował niezależnego myślenia, nawet w doborze słów.
Droga do architektury
Mimo kłopotów z opinią polityczną, Szyślak dostał się na Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej. Studia stały się dla niego sposobem na rozumienie świata poprzez formę i konstrukcję. Los jednak chciał, by to Gdańsk stał się jego miejscem na ziemi.
Wszystko przez pracę żony, która otrzymała nakaz pracy nad morzem. Architekt przeniósł się na Politechnikę Gdańską, gdzie dokończył edukację. Jak sam wspominał po latach, to raczej miasto wybrało jego, niż on miasto.
Architekt w świecie stoczniowców
Kariera zawodowa Szyślaka była niemal w całości związana z przemysłem okrętowym. Pracował w Centralnym Biurze Konstrukcji Okrętowych, które później stało się biurem projektowym Stoczni Gdańskiej. Było to miejsce specyficzne – łączące inżynieryjną precyzję z narastającym napięciem politycznym.
W zespole istniał wyraźny, choć niepisany podział na zwolenników systemu i jego krytyków. Większość, w tym Szyślak, starała się po prostu rzetelnie wykonywać swoją pracę. Architekt miał jednak świadomość, że prawdziwa siła drzemie w robotnikach – tysiącach stoczniowców, którzy tworzyli fundament Gdańska.
Grudzień 1970: moment zwrotny
Wydarzenia z Grudnia 1970 roku zmieniły wszystko. Drastyczne podwyżki cen wywołały falę strajków na Wybrzeżu. Kiedy robotnicy Stoczni Gdańskiej wyszli na ulice, sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli – płonął gmach komitetu partii, dochodziło do starć.
Prawdziwym wstrząsem była jednak wiadomość o użyciu broni przeciwko protestującym. Pracownicy biura projektowego, słysząc strzały przy bramie stoczni, ruszyli na miejsce. Szyślak nie mógł uwierzyć, że władza odważyła się strzelać do własnych obywateli.
Ta tragedia stała się dla niego cezurą. To właśnie wtedy w głowach wielu osób zrodziła się cicha, ale silna potrzeba upamiętnienia ofiar.

W poszukiwaniu formy pamięci
Idea budowy pomnika przez całe lata 70. pozostawała w sferze marzeń. Władza skutecznie blokowała wszelkie inicjatywy. Padały różne propozycje, w tym symboliczny pomysł Lecha Wałęsy, by usypać piramidę z kamieni.
Temat powrócił z ogromną siłą podczas strajku w Sierpniu 1980 roku. Postulat budowy monumentu stał się jednym z kluczowych żądań robotników. Grupa stoczniowców wraz z Wałęsą wyszła przed Bramę nr 2 i wskazała miejsce, gdzie miał stanąć pomnik. Wśród osób wyznaczających ten teren był właśnie Wiesław Szyślak.
Idea, która stała się formą
Podczas sierpniowego strajku projektanci nie opuszczali stoczni. Pewnej nocy Szyślak zauważył, że jego kolega – technik Bogdan Pietruszka – kreśli coś ukradkiem na kartce. Był to szkic przedstawiający cztery krzyże z kotwicami.
Choć był to jedynie intuicyjny rysunek, biła z niego ogromna siła. Architekt natychmiast przystąpił do pracy, nadając artystycznej wizji ramy profesjonalnego projektu. Pojawiły się precyzyjne proporcje, obliczenia i parametry techniczne. Monument zaczął nabierać realnych kształtów.
Inżynierska logika symbolu
Projekt trafił przed Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Robotnicy chcieli, by pomnik był jak najwyższy – widoczny z daleka, stanowiący wyrzut sumienia dla władzy. Jednak prawa inżynierii były nieubłagane.
Maksymalna wysokość, jaką mogły udźwignąć dostępne dźwigi, wynosiła około 42 metrów. Zdecydowano, że materiałem będzie stal – tworzywo naturalne dla stoczniowców. W trakcie prac koncepcyjnych zapadła też ważna decyzja o redukcji liczby krzyży z czterech do trzech. Taka konstrukcja była stabilniejsza i zyskała poparcie m.in. kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Sto dni wspólnej pracy
Budowa pomnika była fenomenem społecznej mobilizacji. Zakłady pracy z całej Polski oferowały pomoc. Nad realizacją czuwał komitet społeczny pod przewodnictwem stoczniowca Henryka Lenarciaka, przy dużym wsparciu dyrektora stoczni Klemensa Gniecha.
Oprawę rzeźbiarską dolnej części monumentu przygotowali Elżbieta Szczodrowska-Peplińska i Robert Pepliński. Cały proces – od decyzji do odsłonięcia – trwał zaledwie sto dni.

Pomnik jako bastion wolności
Odsłonięcie pomnika było momentem niezwykłego napięcia emocjonalnego. Pod bramą zebrały się tysiące ludzi, a stalowe krzyże rozbłysły w świetle reflektorów przy dźwiękach „Lacrimosy” Krzysztofa Pendereckiego.
Dla Szyślaka był to najważniejszy moment w karierze. Stworzył coś, co stało się punktem odniesienia dla narodu. W czasie stanu wojennego plac przed pomnikiem stał się centrum oporu – miejscem manifestacji, modlitw i składania kwiatów. To tutaj modlił się później papież Jan Paweł II.

Dziś „Trzy Krzyże” stojące przed Stocznią Gdańską to nie tylko zabytek wpisany do rejestru dóbr kultury narodowej. To zmaterializowana pamięć, która przypomina o cenie wolności i godności. Wiesław Szyślak, projektując ten monument, zostawił miastu ślad, który stał się przestrogą i nadzieją dla kolejnych pokoleń.
